JESTEM Są „momenty”, które próbują ustawić mnie w ciszy. Nie zawsze widać, skąd przychodzą. Nie zawsze mają kształt, który da się nazywać. Ale czuję moment, w którym „coś” chce mnie przesunąć o krok dalej od siebie. Zatrzymać zanim powiem. Przykryć zanim zobaczę. Zagłuszyć zanim usłyszę. I przez chwile to działa. Jest zawahanie. Pół sekundy, w której można się cofnąć. Ale to mija. Bo to, co jest we mnie, nie potrzebuje zgody. Nie znika od nacisku. Nie rozmywa się, kiedy ktoś próbuje je przykryć. Zostaje. Czasem cicho. Czasem ledwo zauważalnie. Ale wystarczająco, żeby wrócić na swoje miejsce. Nie mocniej. Nie głośniej. Prawdziwiej.